SUBIEKTYWNY opis książek, które uważam za warte przeczytania. MOJE własne opinie na ich temat. Oraz parę uwag odnośnie literatury i czytania w ogóle.
RSS
środa, 25 maja 2011
Błędy

Błędy - Jakub MałeckiPierwsza książka Jakub Małeckiego – młodego poznańskiego pisarza – zaskakuje innym podejściem do tematu straszenia. Nie ma tu wampirów, wilkołaków i innych tego typu stworów. Pojawia się tylko staruszek, który okazuje się być diabłem, i który chce przeciągnąć na swoją stronę błądzących młodych ludzi. Oni popełniają błędy, które on wykorzystuje.

Wiadomo, że jest też druga strona – ta dobra, którą najczęściej reprezentują anioły. Ale takich aniołów, jakie nam przedstawia autor to nikt się nie spodziewał. Aniołami są bezdomni, ubrani w dresy, mieszkańcy Dworca Zachodniego w Poznaniu. W rzeczywistości to niejeden czytelnik na widok takiego „dresiarza” przeszedłby na druga stronę ulicy i starałby się nie rzucać w oczy. A u Kuby jest inaczej – to właśnie ci postrzegani przez społeczeństwo, jako niebezpieczni są przedstawicielami wyższej siły. I oni niosą nam nadzieję.

Cała książka to właściwie kilka opowiadań wprowadzających do mini powieści. Te kilka opowiadań to perełki nowoczesnego podejścia do horroru – trafnie opisują Poznań, jako miasto, w którym coś się dzieje. Bardzo dobrym pomysłem autora było nawiązywanie w jednym opowiadaniu do innego, aby stworzyć większy obraz dziwnych zdarzeń w mieście. Dzięki temu nagle miasto pustoszeje i nie ma w nim nikogo poza bohaterem jednego opowiadania, w innym trąby powietrzne niszczą miasto, w innym ktoś morduje wszystkich w autobusie. Z każdym opowiadaniem rośnie nam przeświadczenie, że autor prowadzi nas do jakiś większych wydarzeń, tym bardziej, że w tych opowiadaniach pojawia się także tajemnicza postać staruszka. I jeszcze nie zapominajmy o pomarańczach – wg mnie najlepsze opowiadanie z tych przedstawionych w książce, chyba nawet lepsze od całej mini powieści.

Dużym plusem dla autora jest przedstawienie kultowych i charakterystycznych miejsc dla poznaniaków, jako punktów ważnych dla całej historii – zarówno w powieści jak i w krótszych formach. Mamy tu Stary Browar – nowoczesne centrum handlowe, kultową budkę z hot-dogami i zapiekankami koło Teatralki, jak też i Budomel – nieukończony budynek, do którego prowadzą nas po kolei opowiadania i kolejne rozdziały powieści i w którym finalizuje się akcja.

Całość czyta się bardzo przyjemnie i niestety za szybko. Jest to kawał dobrej literatury – autor jest młodym pisarzem, który w przyszłości na pewno czymś nas jeszcze zaskoczy. Jak na razie wydał cztery książki – „Błędy” są pierwsze. Potem był „Przemytnik cudów”, trzecia książka w kolejce to „Zaksięgowani” i najnowszy „Dżozef”. Niestety – przeczytałem na razie tylko „Błędy”. To chyba mój błąd, ale postaram się go szybo naprawić.

Z tego, co można wyczytać na stronie autora – jakubmalecki.pl – to niedługo zostanie wydana antologia pt. „11 cięć”, w którym znajdzie się najnowsze opowiadanie autora zatytułowane „Radosć Hetmana”. Trzeba przyznać, że Jakub Małecki znajdzie się w niezłym towarzystwie (Masterton, Castle, Everson, Paliński, Orbitowski i inni).

Polecam zarówno „Błędy” jak i wszystkie inne.

czwartek, 12 maja 2011
Złoto Spartan

Złoto Spartan - autor Clive Cussler i Blackwood GrantNowa powieść firmowana nazwiskiem Clive’a Cusslera przedstawia nam nową parę bohaterów. Tym razem jest to małżeństwo – Sam i Remi Fargo.

Jest to – jak zwykle w przypadku Cusslera – powieść przygodowa, którą czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Bohaterowie są poszukiwaczami skarbów, którzy niejako przy okazji poszukiwań czegoś innego, znajdują głęboko na mokradłach Marylandu niemieckiego U-Boota z czasów II Wojny Światowej. Przy zwłokach znajdują kawałek jakiejś butelki po winie, który rozpocznie poszukiwanie tajemniczej mapy sporządzonej przez samego Napoleona Bonapartego.

Oczywiście nie może się obyć bez czarnych charakterów. W tym przypadku jest to Rosjanin – Hadeon Bondaruk, który uważa siebie za potomka króla perskiego, który w starożytności najechał ziemie należące do jego przodków. I w swoim rozbuchanym ego uważa się za jedynego słusznego spadkobiercę perskich bogactw – bo jurny król Persji na pewno wykorzystał miejscowe kobiety i spłodził z nimi dużo dzieci.

Poszukiwania mapy Napoleona prowadzone są w Europie, zarówno przez małżeństwo Fargo jak i przez Bondaruka i jego ludzi. Na początku Fargowie nie wiedzą, o co toczy się gra – w przeciwieństwie do Rosjanina. Tajemnicza mapa Napoleona ma zawierać wskazówki do wielkiego skarbu, który ma mieć pochodzenie perskie – czyli w rozumowaniu Bondaruka, jest to jego własność.

Fargom pomaga trzech współpracowników, z których poznajemy tylko jedną osobę i to tylko jako rozmówcę telefonicznego. W ten sposób pchana jest akcja książki. W kilku momentach trop jest podpowiedziany przez współpracowników, którzy coś tam gdzieś znaleźli i sugeruja nowe miejsce kontynuowania badań.

Według mnie jest to książka firmowana nazwiskiem Cusslera – drugim autorem jest Blackwood Grant. I to raczej na niego spadło zadanie napisania całej książki.

Niemniej przeczytałem ją z przyjemnością. Ta książka to dobra rozrywka, zwłaszcza jak ktoś lubi powieści przygodowe Clive’a Cusslera.

sobota, 07 maja 2011
Sowy nie są tym czym się wydają

Zrobiłem sobie mała przerwę we wpisach. W tym czasie przeczytałem kilka książek i teraz nadeszła pora opisać je po kolei. Na pierwszy ogień idzie pozycja 100% fanowska.

„Sowy, nie są tym czym się wydają” zostały napisane przez wielbiciela kultowego serialu stworzonego przez Davida Lyncha. Oczywiście – mowa o Twin Peaks.

24 marca 1998 John Fitten Goldsmith opublikował swoje własne zakończenie serialu. Na podstawie innej książki związanej z serialem – Pamiętnikiem Laury Palmer – oraz książek o filmie i scenariusza postanowił zakończyć wątki, które Lynch pozostawił niedomówione. Goldsmith podejmuję akcję trzy dni po zakończeniu serialu i opisuje, co się dzieje przez najbliższą dobę.

Całość napisana jest w formie scenariusza do kilku odcinków, choć pewnie przewidywane raczej, jako samodzielny film. Mamy, więc tutaj zestaw dialogów i tylko zaznaczone przejścia pomiędzy scenami. Wszystko zgodnie z duchem Lyncha.

Autor zachował klimat serialu w swojej kontynuacji. Nie będę zdradzał szczegółów – każdy prawdziwy fan serialu powinien zapoznać się z zakończeniem proponowanym przez Goldsmitha. Osobiście mogę tylko żałować, że sam zrobiłem to tak późno.

Dla mnie rozwiązania wątków oraz wprowadzone nowe postacie (które prawdopodobnie były szykowane na trzeci sezon, ale jak wiadomo Lynch nie zgadzał się z ingerencjami producentów i serial zakończył się po dwóch sezonach)w całości zamykają historię Twin Peaks na tym poziomie. Oczywiście, Lynch mógłby tak zakombinować, że serial trwałby i kilka sezonów więcej. Z korzyścią dla fanów.

Wystarczy wspomnieć, że wyjaśniają się związku Windoma Earla z Twin Peaks, Goldsmith proponuje swoją wersję pozbycia się Boba z agenta Coopera, dodane są zakończenia wątków uczniów ze szkoły, Leo Johnson naprawdę umiera, kto przeżył wybuch w banku kończący drugi sezon. Oraz wiele innych.

Powiem krótko – wielbiciele Twin Peaks, którzy nie znają tej pozycji to tak naprawdę nie skończyli serialu.

Tagi: Twin Peaks
09:18, donmate
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 05 kwietnia 2011
American Psycho

American Psycho - autor Brett Easton EllisChciałem przecytać tą ksiażkę już wtedy, gdy piewszy raz o niej usłyszałem. Pierwsze polskie wydanie miało miejsce w 1999 lub 2000 (jeśli dobrze pamiętam). Udało mi się dopiero teraz.

Pamiętam, że jak miała się ukazać w Stanach i potem w Polsce to w mediach pisano o tym, że jest to książka tak brutalna, że składacze tekstu rezygnowali z pracy z odrazą. W Polsce pierwsze wydanie szybko się rozeszło i nie mogłem jej wtedy przeczytać.

Jest to książka bardzo dziwna w konstrukcji. Można powiedzieć, że to raczej pamiętnik psychopaty, a nie normalna lektura. Jestem ciekaw, ile w niej fikcji, a ile autor dodał z własnego doświadczenia.

Historia przerywa się, nie ma ciągłości, a poszczególne rozdziały to wspominki głownego bohatera - Patricka Batemana. Urywane, jakby był to zapis jakiś urojeń, snów, narkotycznych halucynacji.

Bo głowny bohater nie stroni od używek - zarówno upija się, narkotyzuje, jak też co chwilę podrywa inną panienkę i ląduje z nią w łóźku. Panieniki w tej książce to obowiązkowo maksymalnie dwudziestokiluletnie blondynki z duzym biustem, na które Patrick gapi się ordynarnie nawet gdy przebywa w towarzystwie innych osób. Nie przeszkadza mu to w ogóle - a co dziwne, inne osoby także nie zwracają na to uwagi. Całe to zachowanie prowadzi do najbardziej uzależniającej fascynacji Batemana - do zabijania.

Z początku autor serwuje nam tylko "migawki" sadystycznego charateru Patricka. Z biegeim rozdziałów dowiadujemy się, że Patrick uwielbia torturować kobiety, w końcu zabija i profanuje zwłoki. Dodatkowo zjada. Całość jest podkolorowana niby pustką w życiu bohatera, którą chce zapełnić dokonując morderstw.

Kim jest Patrick Bateman? To dwudziestosześcioletni bogaty makler, którego życie kręci się wokół najnowszej mody i obiadów w restauracjach z różnymi klientami i współpracownikami. To mężczyzna, który udaje innych - posługuje się różnymi nazwiskami, podszywa się pod inne osoby. To ktoś, dla kogo ważne są najnowsze trendy w wizytówkach i z zazdrością patrzący na takich, co mają lepsze od niego. To w końcu osoba o cąłkowitej pustce wenętrznej - pozbawiony uczuć, przesiąknięty obsesją sadyzmu, jednocześnie nie potrafiący sobie poradzić z własnymi słabościami. Dążący do samozagłady. A gdy w końcu się przyznaje do ochydnych zbrodni to nikt mu nie wieży.

Kontrowersyjność książki nie objawia się w ilości opisów pornograficzno-sadystycznych. Raczej z tego, że po przedstawieniu orgii z dwoma kobietami Bateman potem morduje je jednocześnie nagrywjąc to na kamerę - później innym ofiarom puszcza filmy z wcześniejszymi "osiągnieciami" w postaci np. konsumpcji mózgu. Bardziej to odrzucało purytańskie składaczki tekstu. W całej książce takich scen jest tylko kilkanaście, więszość tekstu to dziwne wędrówki myśli bohatera i opis jego codzienności, często pod wpływem narkotyów i alkoholu. To całe życie nowoczesnego, amerykańskiego przedstawieciela pokolenia yuppie.

Co ciekawe - nie dotarło do mnie aby tą książkę potępiał Kościół, jakikolwiek. A dostało się biednemu Harremu Potterowi. A "American Psycho" nie nadaje się dla nastolatków - czytanie na własną odpowidzialność.

00:00, donmate
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 14 marca 2011
Harry Potter - czy warto?

Skończyłem czytać Harrego Pottera. Wszystkie siedem części – jedna po drugiej. Trochę czasu to zajęło, ale czy było warto? Trudno powiedzieć.

Nie będę pisał o tym co się dzieje w książkach. W końcu jest Wikipedia (HarryPedia – odprysk konstrukcyjny Wikipedii) i tam jest cała historia opisana. Dokładnie, ze szczegółami. Więc jak ktoś chce się zapoznać z przygodami młodego czarodzieja, to zapraszam tam. Ja nie będę się powtarzał.

Może się nasunąć pytanie – po co to czytałem. Odpowiedź jest jednoznaczna. Chciałem wiedzieć co tak zafascynowało mojego 10-letniego syna w opowieściach o Harrym Potterze. Zachwyca się przygodami tego bohatera i chciałem sprawdzić co w tym jest. Ktoś może powiedzieć, że mogłem przeczytać tylko jeden tom, albo przerwać wcześniej, a nie czytać całość. Ja chciałem przeczytać wszystkie 7 tomów, bo dziecko zachwyca się całą historią, a nie tylko pierwszą częścią.

Po pierwszym tomie odniosłem wrażenie, że to rzeczywiście bajka dla dzieci. I tak chyba miało być w zamyśle autorki. Drugi tom – to samo. Dopiero ostatni tom to trochę inna literatura, choć nadal czuję, że trochę niedopracowana. Czyżby to koniec możliwości rozwoju Pani Rowling? Bo z tomu na tom pisała trochę inaczej, trochę lepiej. Ale i tak nadal uproszczonymi opisami, bez górnolotnych sformułowań.

Podobno cała historia była zaplanowana na 7 tomów i koniec. Po przeczytaniu całości – dla mnie – siódmy tom to raczej rozpaczliwe kończenie opowieści i dorabianie ideologii post fatum. Poszła najprostszą droga zakończenia opowieści – zaczęła uśmiercać co poniektórych bohaterów. Pierwsza próba była już w tomie piątym – śmierć Syriusza, ojca chrzestnego Harrego. Tylko opis samej śmierci i późniejsze przedstawianie rozpaczy młodzieńca – mocno uproszczone. Całość można by zmieścić na 2-3 stronach. I koniec. Temat się wyczerpał. Tak jakby chciała o tym zapomnieć (zamknąć) i tylko gdzie niegdzie później dodawała coś jako wspomnienie.

W ogóle konstrukcje książek są identyczne – coś dzieje się przez cały rok. Zaczyna się we wrześniu – jak w normalnych szkołach, trwa przez gwiazdkę, nie ma Wielkanocy, kończy się egzaminami czerwcowymi i dwumiesięcznymi wakacjami. Czyli jak w normalnym życiu. Jeżeli już miały to być przygody czarodzieja to czemu nie dać mu innego harmonogramu rocznego? Czemu trzymała się naszego, zwykłego trybu szkolnego? W tym czasie główny bohater uczy się; wpada w tarapaty, z których wykaraska się pod koniec roku; oczywiście zawsze jest mowa o ważnym meczu Quidditcha; dom Gryffonów oczywiście zyskuje najwięcej punktów i w ogóle jest cacy.

Dzięki temu miałem wrażenie, że w kółko czytam tą samą opowieść tylko trochę zmodyfikowaną w kolejnych tomach.

A ostatni… nie znam całej literatury angielskiej, ale Władcę Pierścieni to chyba większość poznała. I w obu mamy wyprawę z ciężarem w postaci zaklętej biżuterii, która została zaklęta i negatywnie wpływa na zachowanie osoby noszącej. Ile jeszcze zapożyczeń mogła p. Rowling wpleść w swoją opowieść, tego nie wiem. A znalazłem na dodatek scenę wyciętą z  Matriksa.

Odniosłem wrażenie, że autorka ma problem z wprowadzaniem większej liczby postaci do opowieści. Jakby się bała, że nie poradzi sobie z wieloma wątkami. Trzyma się kurczowo 3 postaci (czasami pojawia się ktoś jeszcze) i w razie czego pozostałe tylko opowiadają co się działo. A przecież dodając trochę więcej akcji te książki czytałoby się lepiej.

Przeczytałem, ale nie czuję się zadowolony. Jestem ciekaw, czy jeszcze coś napisała i czy da się to przeczytać.

czwartek, 27 stycznia 2011
Darth Bane cz. 1

Darth Bane I - Path of DestructionKsiążka Darth Bane - Path of Destruction (Ścieżka zagłady) to właściwie obowiązkowa pozycja dla fanów Gwiezdnych Wojen. Akcja dzieje się 1000 lat przed bitwą o Yavin przedstawioną w Nowej Nadziei - filmie oznaczonym jako część IV, a wyprodukowanym jako pierwszy.

Głównego bohatera - tytułowego Dartha Bane - poznajemy jako młodzieńca o imieniu Dessel, gdy jest górnikiem w kopalni cortosisu na planecie Apatros. Cortosis znany jest jako najtwardszy materiał w uniwersum gwiezdnowojennym. Dessel pracuje w kopalni, aby spłacić długi zaciągnięte jeszcze przez jego nieżyjącego ojca, który także był górnikiem. Dessel jest sierotą - matka zmarła przy porodzie, a ojciec pracując w kopalni popada w alkoholizm i z dnia na dzień obarcza winą za śmierć żony swojego syna. Ten w końcu postawia się ojcu i będąc całkowicie wzburzony powoduje śmierć rodzica przy użyciu Mocy.

Wtedy nieświadom całości zdarzenia podejmuje pracę w kopalni. Tutaj też jest obiektem drwin i zaczepek ze strony innych górników, ale nie zwraca na to uwagi. W końcu jeden  z nich specjalnie wywołuje sprzeczkę i chce zmierzyć się z Desselem. W tej walce półświadomie daje się ponieść Mocy nie wiedząć co na prawdę robi i wygrywa. Przez to zostaje zawieszony w pracy i może udać się do baru aby spróbować szczęścia w sabaka - grze hazardowej. Wygrana sprowadza na niego nowe nieszczęście - pokonani żołnierze Republiki prubują w ciemnym zaułku napaść na Dessela. W bójce Dessel przypadkowo zabija jednego z nich i następnie ucieka z planety. Kieruje się ku planecie opanowanej przez Sithów.

Tam zaczyna służbę jako żołnierz, następnie dowodzi własnym oddziałem. Lordowie Sithów poznają, że jest w nim Moc, i zabierają go na planetę Korriban. Tam szybko zostaje jednym znajlepszych uczniów - na początku przybiera imię Bane. W trakcie nauk u mistrzów dochodzi do wniosku, że prawdziwa moc Sithów kryje się gdzieś indziej i zaczyna studiować pisma w bibliotece. Następnie w trakcie pojedynku - który decydował o statusie i możliwości otrzymania miecza świetlnego - zabija przeciwnika przy pomocy Ciemnej Strony Mocy. Ta cała sytuacja wstrząsa nim do głębi i traci wiarę w Moc. Przebudzenie nastepuje przy pomocy zdrajczyni szeregów Jedi - Githany. Githany sama chciała osiągnąć najwyższy status wśród szeregów Sithów i to przy pomocy Bane. Pomage Bane'owi otrząsnąć się z otępienia przy pomocy nauk pobranych od mistrzów Jedi. Bane pokonuje w kolejnym pojedynku swojego głównego rywala (nie zabija, tylko okalecza) i otrzymuje w prezencie od mistrza miecz świetlny. Następnie opuszcza szeregi uczniów i udaje się na bezowocne poszukiwanie mądrości starych mistrzów w Dolinie Mrocznych Lordów - miejsca pochówku starych mistrzów.

Po powrocie zastaje nową sytuacje w Akademii. Wszyscy, kórzy umieją władać mieczem świetlnym mają się udać na planetę Ruusan i stawić czoła armii Jedi. Taki jest rozkaz Lorda Kaana, głównego dowódcy armii Sithów i jednego z przywódców Braterstwa Ciemności. Bane ma inny zamiar - nie wierzy w Braterstwo i chce się udać na poszukiwanie pozostałosci po starych mistrzach. Na drodze staje mu ponownie jeden z uczniów - ten sam, którego okaleczył. Tym razem w walce zabija go i nit nei przeszkadza mu gdy odlatuje. Udaje się na planetę Lehon.

Gdy Bane szuka odpowiedzi na swoje pytania armia Sithów walczy z Jedi. Tam Githany znowu próbuje wygrać coś dla siebie i rozgrywając swoje gierki przeonuje Lorda Kaana, aby wysłał kogoś w celu zabicia Bane. Wysłannik sam zostaje zabity w tracie walki na planecie Lehon. Poszukiwania okazały sie owocne - Bane znalazł holokron należący do Dartha Revana i nauczył się z niego wszystkiego co mógł. Tu też zdecydował o przyszłości Sithów. Następnie wysyła robota do Lorda Kaana z propozycją spotkania na planecie Ambria i dodatkowym prezentem.

Na Ambrię przylatuje Githany - chcąc zabić Bane posmarowała swoje usta trucizną, która przeniknęła do jego ciała podczas namietnego pocałunku, którym ja obdarzył. Githany odlatuje, a Bane po pewnym czasie zaczyna odczuwać efekt działania trucizny. Udaje mu się znaleźć uzdrowiciela i przeżywa. Potem przybywa na Ruusan i oznajmia wszystkim, że używa tytułu Darth.

Na planecie udaje mu się zademonstrować jedną z nauk poznanych podczas studiowania holokronu - wywołuje ogień niszczący szeregi Jedi przy wspólnej medytacji Sithów. Lord Kaan przerwał medytację zanim Jedi zostali zniszczeni. To spowodowało, że Bane rozpoczał swój plan zniszczenia Sithów. Wykorzystując Lorda Kaana zebrał wszystkich Sithów w jasini, gdzie mieli rozpocząć medytację i zdetonować "bombę myślową". Bomba ta miała zamknąć wewnątrz implozji wszystkich Sithów i Jedi w zasięgu i zniszczyć ich całkowicie. Sithowie detonują bombę i tym samym skazują siebie na zniszczenie. Pozostaje tylko Darth Bane przy życiu. W ten sposób tworzy się Regula Dwóch - opisana w kolejnym tomie.

W Mrocznym Widmie zostało wspomniane, że Sithów zawsze było dwóch. Teraz dowiadujemy się jak do tego doszło.

Jeszcze nie przeczytałem kolejnych tomów o Bane. Tom pierwszy przeczytałem po angielsku - wydaje się, że tak jest lepiej. Można poznać dokładniej świat Gwiezdnych Wojen - bez tłumaczenia, które nie zawsze oddaje to co autor chciał przekazać. Oczywiście, ksiażka ta jest wydana po polsku i każdy może ją przeczytać bez łamania sobie jezyka na angielskich słowach.

Podsumowując: książka wprowadza nas w regułę dwóch Sithów - mistrza, który posiada Moc i Wiedzę oraz ucznia, który ma tego pożądać. To prowadzi poniekąd do wydarzeń przedstawionych w filmach.

Dla fanów Gwiezdnych Wojen jest to pozycja obowiązkowa.

piątek, 07 stycznia 2011
Trylogia Stiega Larssona

Na mojej półce stoją obok siebie trzy tomy twórczości Larssona. W miękkiej okładce - bo tak lepiej się czyta (przynajmniej mnie) i są tańsze. A przy okazji zajmują mniej miejsca. Co ciekawe, mimo swojej objętości nie są ciężkimi - wagowo - książkami, lecz są bardzo poręczną lekturą.

Tom 1 - Mężczyźni, którzy nienawidzą kobietCo mnie skłoniło, aby sięgnąć po tytuł "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet"? Po pierwsze - chciałem przeczytać jakiś kryminał. Zacząłem szukać w necie jakie tytuły są na topie. I tak znalazłem Larssona. Po drugie - tytuł okazał się intrygujący i dlatego wybrałem tą książkę. No i jeszcze objętość - ciekawiło mnie, co on opisał aż na tylu stronach. Zacząłem czytać i nie zawiodłem się.

Już sam prolog przedstawiający starszego mężczyznę otrzymujacego nietypowy prezent - zasuszony kwiat - był na tyle intrygujący, że postanowiłem przeczytać całą książkę. Potem było tylko lepiej. Akcja w sumie dobrze się rozkręciła, pojawili się charakterystyczni bohaterowie (zarówno ci pozytywni jak i negatywni), których działania mają ogromny wpływ na postępowanie głównej pary bohaterów. Całości historii nie będę przytaczał - cała trylogia została już nieraz opisana i nie ma sensu powielać wpisów.

Co do czytania, to opłaciło się. Spędziłem przy niej naprawdę kilka dobrze relaksujacych godzin.

Potem pojawiły się dwa następne tomy - już należące do "kultowej" serii.

Tom 2 - Dziewczyna, która igrała z ogniemKolejnym był tom zatytuowany - "Dziewczyna, która igrała z ogniem". W tym tomie dowiadujemy się, jak to na prawdę było z Lisbeth. Skąd w niej tak dużo tłumionych uczuć - m.in. agresji, braku zaufania, całkowitej rezerwy w stosunku do otaczającego świata.

Bardzo ciekawym i intrygującym pomysłem było takie prowadzenie wątków dwóch głównych postaci - Blomkvista i Lisbeth - że właściwie ocierali się o siebie, nie wiedząc o tym wzajemnie (lub wiedziało jedno nie podejmując kontaktu), aż do ostatniej strony. Kiedy to dopiero w tym momencie fizycznie się spotykają.

I wtedy też następuje zawieszenie akcji - jak w klasycznym serialu. Na koniec odcinka coś się dzieje z głównym bohaterem, ale żeby się dowiedzieć co to trzeba poczekać do emisji następnego odcinka. Ja miałem ten luksus, że gdy kupowałem "trylogię Millennium" to dwie pierwsze były już w sprzedaży, a trzecia książka miała za moment się ukazać. Więc jak skończyłem drugi tom to mogłem od razu zacząć czytać trzeci. Mój serial trwał bez przerwy.

Trwał aż do końca trzeciego tomu - "Zamku z piasku, który runął".Tom 3 - Zamek z piasku, który runął Teraz następuje rozwiązanie wątów nagromadzonych w poprzednim tomie. O wszystkim dowiaduje się opinia publiczna - która z zapartym tchem śledziła przez cały drugi tom poszukiwania podejrzanej Lisbeth, aby teraz dowiedzieć się, że owa "morderczyni, z zimną krwią" tak na prawdę jest ofiarą systemu. Że to państwo jest wszystkiemu winne i to państwo ją ukształtowało.

Ale skoro państwo jest oskarżone, to państwo też się broni. I ta książka tak na prawdę już nie jest czystym kryminałem (w przeciwieństwie do pierwszego tomu - gdzie mamy ofiarę, osobę, która chce dociec prawdy i positacie, które tą prawdę odkrywają), tylko powieścią bardziej polityczną ze sprawą kryminalną w tle. Mamy rozgrywki tajnych służb - trochę w tle, trochę nie na pierwszym plania jak to w książkach szpiegowskich - oraz poczynania prokuratorów aby wyciszyć sprawę. Z drugiej strony mamy skrzywdzoną dziewczynę, której należy się sprawiedliwość i chcemy, aby ją otrzymała.

Na szczęście wszystkie trzy książki są napisane lekkim językiem i bardzo dobrze się je czyta. Inaczej nawet nie próbowałbym przez nie przebrnąć. I pewnie ta łatwość pisania spowodowała taką popularność Larssona na świecie i w Polsce. Co jeszcze mogło się podobać?

Bohaterowie:

- Mikael Blomvist, dziennikarz, który nie obawia się mówić prawdy nawet przy słabych dowodach (kończy się to dla niego więzieniem),

- Lisbeth Salander - hakerka (mam wątpliwości czy powinna być tak nazywana) o fotograficznej pamięci - ciekawe dlaczego? - która jest wyobcowana z otaczajacego ją świata.

Opis Szwecji - a właściwie opis zachowania ludzi w tym kraju. Na pewno niektórych czytelników przyciągnął do tej powieści fakt rozwiązłego życia Blomkvista (ma romans z koleżanką z pracy, o którym wie jej mąż i godzi się na to; potem nawiązuje romans z Lisbeth - a ona jest biseksualna; potem śpi z kobietą, którą odnalazł w pierwszym tomie; jeszcze później ma romans z policjantką). Ciekawe, ile jeszcze kobiet przeszłoby przez łóźko Blomkvista, gdyby nie śmierć autora. Ta rozwiązłość, tak inna od naszej mentalności, jest intrygująca. A jeżeli Szwecja jest taka jak opisana przez Larssona, to kilka osób zapewne wyjechało tam właśnie po te doświadczenia.

Trzeba jeszcze oddać jedno Larssonowi - dobrze opisał działania poszczególnych osób. Jaki decyzje podejmują, co nimi kieruje, co potrafią. To się naprawde czyta jednym tchem.

I dlatego mogę polecić całą trylogię Larssona każdemu kto chce się zrelaksować pzy dobrej książce. I komu nie straszne kilkaset stron.:)

 A w następnym wpisie coś dla wielbicieli Gwiezdnych Wojen.

piątek, 31 grudnia 2010
Słowem wstępu

Lubię czytać. I to bardzo.

Okazuje się, że czytam chyba więcej niż średnio w kraju - mimo permamentnego braku czasu udaje mi się przeczytać nawet 5-8 książek w miesiącu. Co daje 60 do nawet 100 książek rocznie. Chyba niezły wynik? Podejrzewam, że zaraz ktoś się odezwie, że on/ona czyta więcej i że mój wynik to żaden sukces. Tyle, że ja czytam głównie w drodze do i z pracy - co daje ok. 40 minut dziennie (minus weekendy). Plus może z pół godziny w domu. I to wszystko. Więc osiągnięcie tylu książek rocznie to chyba jednak coś.

Czytam różności - od historycznych przez s-f i fantasy do kryminałów i horrorów. Także sensacje, przygodowe i thrillery. Trafiają sie także pozycje dla dorosłych. Ale żadnych romansideł!!!! I do tego jeszcze literaturę obrazkową, czyli komiksy. Czytam nowości jak i starsze dzieła. Mam ulubionych autorów, do których często wracam. I pewnie oni bedą się tu najczęściej przewijać.

Po tym jak przeczytałem niektóre pozycje to często zastanawiałem się po kiego mi to było. Że tylko straciłem czas. I zdecydowałem, że bedę czytał tylko to, co mnie wciągnie od samego początku. Żadnych gniotów. To, co przyniesie mi chwilę odprężenia od codziennego życia.

Te najlepsze książki, które przeczytałem z przyjemnością, nadają się do tego, aby je polecić innym. I to będe tutaj robił - jak coś przeczytam czym warto się podzielić, to taka książka się tu znajdzie.

Postaram się opisać ją jak najdokładniej, aby przybliżyć kolejnym czytelnikom daną pozycję. Zastrzegam jednak, że będę to moje prywatne odczucia i jeżeli ktoś będzie myślał inaczej to zawsze może skomentować. Gdyby ktoś miał pytanie o jakąś konkretną książkę to najlepiej też zamieścić to w komentarzu - może być tak, że już ją przeczytałem i tylko kwestią czasu jest jak ją opiszę.

To by było na razie tyle. Jak coś jeszcze wymyślę to zapodam w kolejnych wpisach.

I jako zapowiedź: zacznę od Larssona (bo jest na topie?).

09:11, donmate
Link Komentarze (4) »
Skopiuj CSS